
|
Uważam za wielki dar
niebios to, że wolno mi się zajmować zawodowo zjawiskiem, które kocham:
książką.
Od dziecka wiedziałam, że do pełni szczęścia potrzebuję
tylko
niedużej
domowej drukarni - i oto ją mam, w postaci komputera. Spędzam
rozkoszne i
zajmujące chwile projektując, bawiąc się i pracując, pisząc i rysując z
pomocą
tego mądrali. Umie on mnóstwo! – ale nie wszystko, niestety: wymyślić,
napisać
i zilustrować powieść muszę
osobiście. Znikąd pomocy.
Najpierw trzeba skonstruować akcję, rozpisać
ją starannie
na sceny, do samego finału, wyobrazić sobie postacie bohaterów, ich
wygląd,
usposobienie, nawyki i reakcje. (Często ich sobie rysuję, zanim zacznę
o
nich
pisać).
Robię mnóstwo notatek i upycham je w teczce, lub
rozwieszam
wokół stołu,
na regałach i półkach. A potem po prostu piszę, co jest procesem
długim,
żmudnym
i męczącym. Wygląda to też nienadzwyczajnie: ot, siedzi sobie potargana
kobieta
w stroju przypadkowym i gapi się w przestrzeń za oknem, po czym stuka
w klawiaturę i gapi się z kolei w monitor. Siedzi, siedzi, siedzi,
bolą ją
plecy, kark i nogi. Co napisze, to zapisze, albo i wyrzuci. Wstanie,
pochodzi,
wyjdzie do ogrodu, popatrzy na róże, dozna wyrzutu sumienia i dalejże
z powrotem do pracy. Siedzi, siedzi, siedzi, pogryza orzeszki lub
migdały,
co napisze, to zapisze albo i wyrzuci, i tak w kółko. Taka
monotonna praca
ciągnie się przez całe miesiące, ale przynosi mnóstwo satysfakcji i
radości.
Wyobraźcie sobie, pracuję tak już od
trzydziestu trzech lat!
Nie
mówię,
że codziennie. Mnóstwo rzeczy ważniejszych, pilniejszych, naglących,
dybie na
mój czas i uwagę. A doba jest taka krótka!
Mimo wszystko jednak, to i owo udało
mi się w
życiu napisać i narysować - i właśnie mam zamiar Wam to przedstawić.
|

|